sobota, 31 lipca 2010

Dzień 2

Wróciłem z pracy przed 18, zamówiłem pizzawkę i zacząłem przechodzić następne misje w kampanii Terran. Gra po prostu miażdży pytę.
Zauważyłem jednak kolejne cudowne tłumaczenia:

"PRZYBYŁ PODŁY KOSIARZ"
Ten tekst mnie po prostu zahipnotyzował. Jest tak przechujowy, że w niektórych misjach produkowałem tylko same Reapery, żeby nonstop to słyszeć. Po prostu kurwa nie mam pytań.

"CZAS NA GRILLA"
To chyba miało być "let's burn". W sumie brzmi lepiej niż "palmy się", tego bym nie zdzierżył.

A, do kultowego "SIĘ IDZIE" dorzucamy "IDZIE SIĘ", ot, taka wariacja. Z kolei w kantynie statku jak się klika po NPCach to jedna laska mówi: "CÓŻ, OŚWIADCZAM" - co to kurwa ma być? Co oświadczam? Czemu oświadczam? O co w ogóle chodzi? Czy tłumacz dostał wyrwany z kontekstu tekst, nie wiedział, o chuj chodzi i przepuścił przez Google Translator? Trzyma się to kupy jak debil idioty.

Okrzyk śmierci zealota przyprawia mnie o dreszcz piszczeli. Nie no, kurwa, jeśli Diablo ]|[ będzie też w ten sposób spolszczane, to instaluję Torchlight, albo sprzedaję głośniki w piździec.

Kolejną sprawą, oprócz chujowatości polskich tekstów jest zupełnie różna głośność różnych aktorów. Tosha prawie nie słychać, trzeba przygłaśniać, żeby potem dostać pierdolnięcie od Jima albo Tychusa. Nikt tego nie sprawdzał, że niektórzy mówią głośniej od innych w tych samych pierdolonych miejscach i dialogach? Takie rzeczy tylko w Erze, kurwa.
I czy w Polsce naprawdę nie mamy innych aktorów? Dlaczego jakiś dziadek podkłada głos Zeratulowi (ja wiem, że Protossi żyją tysiące lat, ale bez kurwa przesady)? Dlaczego słuchając Jima mam wrażenie, jakby to był Geralt z Rivii? Czemu kurwa nie mogą mówić jakoś normalnie, tylko zawsze z tą pierdoloną manierą zgrywania się na kozaków? Kiedyś Hubert Urbański inteligentnie podsumował polskie aktorstwo, mp3 pewnie gdzieś można jeszcze znaleźć. Tu jest kubek w kubek to samo- aktorzy mówią tak, jakby cierpieli na permanentną erekcję związaną z byciem macho. Nosz kurwa!

On the other hand, 4v4 jest bardzo sycące i polskie tłumaczenie tak tam nie wkurwia. Może dlatego, że gram Zergami.

Gra rewelacyjna, tłumaczenie z dupy. Nic to, gramy dalej.

Dzień 1

Wiedziony ogólną zajebistością produktów Blizzarda, postanowiłem kupić sobie Starcrafta 2. Miałem oszczędzać, no ale chuj- 200 zł z kosztami przesyłki mnie nie dobije. Toteż kupiłem.
Kurier pozostawił mnie w głębokiej dupie, bo mu się zrobił jedniodniowy obsuw, przez to z planów wieczornego badania nowego produktu zrobiło się gówno. Najebałem się więc instead. Dobre i to. W końcu jednak w czwartek 2010-07-29 otrzymałem pudełko, spierdoliłem z pracy punkt 17 i rozpocząłem instalację gry.

Pierwszy zgrzyt- LOLWTF, jakiś drętwy głos tłumaczy mi historie gry po, kurwa, polsku. Nie dość, że słuchanie o "planecie Czar" albo "gazie wespańskim" zaczyna działać mi na mosznę, to na dodatek słowo mówione ni chuja się ma do słowa pisanego, ot- wtopa tłumacza / product quality managera / whatever. Po bardzo długiej instalacji (zdążyłem: podgrzać rosół, zjeść rosół, wysrać się, umyć ręce, umyć gary, znowu umyć ręce, zapalić, przygotować browary) wreszcie gotowe- wbijam.

Ładuje się toto długo w chuj, strasząc mnie mordą Jima Raynora, którego imidż zupełnie się zmienił od tego, co było w pierwszej części.
Załadowane. Fancy and sexy menu, podpowiedzi. samouczki. achievementy, statystyki- super, a dodatkowo globalne konto battle.netowe pozwala moim kolegom z World of Warcraft przyjebać się o to, że nie poszedłem na rajd, tylko w Starkrafta łupię. No to łupiemy.

LOLWTF, cutsceny na YouTubie wyglądały jakoś seksowniej, ale tu też fullmiazga. Czuję wzwód. GUI bardzo ładne, grafika 3D zajebista, dźwięki przedzierają się przez brudne uszy i łechcą mózg, no ogólnie: sperma. No to robimy buildzik, Command Center, hotkey S żeby kolejnego SCV zbudować.

I się, kurwa, zaczęło.

"ERK GOTOWE"
Co jest, zaraz, what the heck, ażem na krześle podskoczył. Wyglądam przez okno czy to może pogotowie nie przyjechało, ale nie, tylko jacyś gówniarze siedzą i tanie browary piją, bo wiadomo, z kieszonkowego na lepsze nie starcza. Słyszę po krótkiej chwili ponownie: ERK GOTOWE. I dociera do mnie smutna, przerażająco smutna prawda: oni przetłumaczyli wszystko!
Nie, żebym miał coś przeciwko językowi ojczystemu, a i fajnie, że Polska jest na tyle wielkim rynkiem, że Blizzard się fatyguje, aby taką robotę zrobić, no ale, panie i panowie, co to kurwa jest?

"NIECH ŻYJĄ RAKIETERZY".
Ciary na plecach. Nic to, gram dalej.

"SIĘ IDZIE"
Naplet wyje z bólu. To chyba miało być "lets' roll" ? Napieram dalej.

"SPRZEDAJ MNIE"
Ot, z Raynora wyszła natura dziwkarska. Mimo to, misja ukończona.

Następna cutscena. Jakiś aktor znany z Klanu, M jak Miłość czy innego gówna włącza uber-leet-masculine mode, że po prostu pannom mokro i dalejże, podkładać głos Tychusowi Findleyowi. Przestaje mnie to wkurwiać, bo zainstalował się już drugi browar. Następna misja- o, fajnie, nawet grafikę ingame przetłumaczyli. Miało być "MENGSK FUCK YOU", no ale zabrakło polskich czcionek, więc mamy "MENGSK PIEPRZ SIE". Przechodzę tak trzy misje i czas spróbować MultiPlayer.

Zwołujemy się z kumplami i napieramy 3v3. Ja wybieram moich ulubionych Zergów. I, pomimo paru lat łupania w SC1/BW, gubię się jak chuj w dupie. Co to kurwa jest "Nadrządca" / "Kręgowij" / "Niecka rozrodcza" ? Po co, na co, dlaczego, po chuj. Tak klimat spierdolić to tylko w kiblu.

Anyway, dostajemy wpierdol kilka walk i idziemy offline. A ja mam mocne postanowienie grać w piątek po robocie i odkrywać następne uroki spolszczenia tej znakomitej gry.
Stay tuned.